Konie nad Morskim Okiem, czyli Narzędzie turystycznej rozrywki

Poranna mgła przykrywająca monumentalne szczyty, zapach kosodrzewiny kojący zmęczone zmysły, Dolina Rybiego Potoku jawi się niczym Narnia, magiczna kraina, do której dąży spracowany lud, aby choć przez chwilę zatopić wzrok w mieniącym się promieniami letniego słońca jeziorze…Morskim Oku.

Wstęp brzmi jak stara baśń, historia przepełniona magią i przygodą. W ogromie tej cudowności jest tylko jeden, niezauważalny szczegół: cierpienie koni, wiozących turystów do miejsca przeznaczenia…

Dodatkowa atrakcja, decyzja właściciela, a poza tym przecież nic mu się nie stanie, to jedne z najczęściej słyszanych opinii, wyrażanych przez turystów. Turystów światłych, klikających „lubię to” na portalach ekologicznych, miłośników zwierząt głównie w postaci Yorka z różową kokardką (koń przecież stworzony jest do pracy), sadzących drzewa podczas akcji raz do roku i głośno potwierdzających dbałość o Matkę Ziemię.

Morskie Oko w rzeczywistości stanowi niezwykle urokliwe miejsce, gdzie w niezmąconej tafli wody odbijają się położone dookoła, dotykające samego nieba skały. Prawdziwy cud Tatr, położony ok. 25 km od Zakopanego. 25 km to ogromny dystans, biegnący po prostej, asfaltowej drodze, którego pokonanie na piechotę jest wysiłkiem nadludzkim. Wszak turysta na urlopie znużony jest pracą i codziennie pokonywanym maratonem: z domu do pracy.

Trzeba oczywiście przyznać rację jego zmęczonym nogom, gdyż przystanek autobusowy jest najczęściej aż na drugiej stronie ulicy, a na parking po własny samochód trzeba przecież zjechać windą. Tak więc ilość pokonywanej przez turystę codziennie drogi kategorycznie nie pozwala nadwyrężać się na wakacjach.

Nic to, że w górach zazwyczaj zakłada się aktywny wypoczynek, że spacer przyda się nie tylko „schodzonym” nogom, ale całemu ciału, gdyż na górze czeka kolejny burger, a społeczeństwo o ironio mimo „zdrowych” nawyków tyje w oczach.

„Pan każe, sługa musi” i sługa męczy biedne zwierzę, nie zważając na nic, gdyż papierowy środek porozumienia między Panem, a sługą jest ponad wszelkie racje najbardziej przekonywujący. Koń, żywe, niesamowicie inteligentne i wrażliwe zwierzę jest tylko narzędziem zapewniającym „Panu” atrakcję, a słudze zarobek…

Temperatura sięga ponad 30 stopni Celsjusza, kolejka rozbawionych „Panów” zdecydowanie przewyższa tą w supermarkecie, gdy przed świętami pojawia się karp za 10 zł (za którego niektórzy gotowi są zabić…wzrokiem), a gdy wreszcie pojawia się dorożka, trzeba koniecznie zmieścić jeszcze w tym kursie ciocię, gdyż rodzina to rzecz święta i razem być musi.

Tak uchachany, dumny z siebie „Pan” jedzie do jeziorka, przekonany, że dopełnił wszelkich starań, aby jego urlop był udany i zgodnie z panującymi trendami proekologiczny. W tym całym zamieszaniu nikt nie zwraca uwagi na odgłos, niekoniecznie podkutych kopyt, przemierzających tą drogę 50 raz tego samego dnia…

Wszyscy są niewidomi na pot i pianę na bokach zwierzęcia (jakże to za gorąco dla konia…?). Nikt nie zauważa, że to zwierzę ledwo oddycha, ale bojąc się batów posłusznie idzie dalej (jakże to narzędzie nie działa…?). Nikt nie zauważa, że z oczu konia także płyną łzy, łzy bezsilności, krzyczące „wybacz, już nie mogę…” Łzy, widziane dopiero wtedy, gdy wykończone zwierzę pada na asfalt, umierając za rozrywkę człowieka!

Łzy i śmierć, zauważona tylko na chwilę, skomentowana nawet hasłem „biedny koń” (narzędzie miało czelność się popsuć…), którego echo znika, gdy „Pan” znów staje na końcu kolejki…

Szkoda, że tak wielu z nas brakuje mądrości, jaką obdarzony jest koń, którego dla własnego kaprysu poświęcamy…

Advertisements

6 thoughts on “Konie nad Morskim Okiem, czyli Narzędzie turystycznej rozrywki

Add yours

  1. nie rozumiem tego zjawiska. Dziwię się, czemu jeszcze te “tramwaje” konne tam jeżdżą? Nie można wymyślić czegoś innego, jeżeli już naprawdę ludzie są tak leniwi, że iść nie chcą? A może jak nie chcą iść, to w ogóle nie powinni tam być?

    Like

  2. Szczerze gratuluję talentu literackiego, sama chciałabym taki posiadać.

    Natomiast wiedzy o koniach w ogóle oraz, w szczególności, tych z Morskiego Oka nie gratuluję. Po prostu jej brak.

    Nie ma w samej pracy konia nic oburzającego, dopóki nie wykracza poza jego fizyczne możliwości. Wspomniane przez Panią konie nie są wykorzystywane ponad ich możliwości, nie robią 50 kursów dziennie. Ba! Muszą być zmieniane co każdy kurs i bada je regularnie cała armia weterynarzy. Te konie, droga Pani, to są zawodowcy, którzy całą zimę starannie przygotowują się kondycyjnie i nie tylko do tej pracy. Pocą się, owszem. Też się pocę i, założę się!, Pani również.

    Zalecam pogłębienie swojej wiedzy zanim weźmie się Pani następnym razem za pisanie pięknych, emocjonalnych notatek, które mogą zupełnie niesprawiedliwie komuś zaszkodzić.

    Z wyrazami szacunku,
    Instruktor jazdy konnej

    Like

    1. Oczywiście, że praca nie ponad siły jest całkowicie na miejscu. Niestety, obserwacje moje własne i kilku organizacji wskazują na fakty zupełnie odmienne niż Pani przedstawia(wierzę, że stadniny takie warunki spełniają, co do górali z pewnością nie wszyscy. Nie wiem czy oglądała Pani reportaż programu Uwaga. Zalecam obejrzeć. Pewnie gdyby moje honorarium, tak jak u Pani uwarunkowane było pracą z końmi i czerpaniem z tego korzyści być może także,,widzialabym” tą kwestię inaczej. Pozdrawiam serdecznie i wierzę, że Pani dba o zwierzęta, z którymi pracuje.

      Like

  3. Witam, co do koni, to tutaj mamy dwie strony medalu. Z jednej strony konie na Morskim Oku pracują krótko, to nie jest tak że koń jedzie puki dycha, a jak nie dycha to go ściągają lawetą. Konie wpuszczane sa na szlak na pewien okres czasu. Są to klacze i wałachy, które często mają za sobą pracę przy wycince drzew w górach. Jeden z moich przyjaciół, Czech o imieniu Janek pracuje z końmi przy ściąganiu drzew z leśnych szczytów. Konie są mokre, zapienione, ale chodzą własnymi ścieżkami. Ja na koniach większych niż te nad morskim okiem jeżdżę wierzchem. Po godzinie ze mną w lesie, koń jest mokry i zapieniony tak jak ja. Nie bronię tych którzy nad morskim okiem jeżdżą, bo wielokrotnie robią idiotyczne rzeczy. A co do padania koni. Raz byłem świadkiem gdy koń padł. UWAGA: koń wjechał na górę, przeciążony. Za nim druga bryczka i trzecia. Podleciała grupa ludzi i obsiadła woźnicę. Od Chu…, od Pier…. itd – pełna polszczyzna. Jeden z Panów wyciągnął coś co wyglądało jak swego rodzaju silikonowa miska i dał koniowi, zmęczonemu, dychającemu, przepoconemu ZIMNEJ WODY. 5 minut, koń leżał na kostce! Koniec.

    Z jednej strony są ludzie którzy chcą na tym zarobić, są ludzie którzy z tego korzystają. Z drugiej, te konie po pracy mają wszystko czego zapragną. Wypuszczane są na łąkę, siana, owsa, marchwi i buraka pod dostatkiem. Dlaczego? A jak jeździcie autem zarobkowo to nie dbacie?

    BYł swego czasu eksperyment, wprowadzili elektryczne wozidło, ale ludzie nawet za darmo nie chcieli tym jechać.

    A co do wchodzenia ma górę, wszedłem tam o własnych nogach, połowę trasy z 4 letnią córką na grzbiecie, mimo tego że większość czasu spędzałem w tamtym okresie za biurkiem. Na przystanek nie chodziłem, bo miałem daleko. WOlałem auto pod domem 🙂

    Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s

WordPress.com.

Up ↑

%d bloggers like this: